piątek, 7 października 2016

Poczytaj sobie, druhu

My, Polacy, nie czytamy.  W 2015 r. tylko 37% z nas przeczytało co najmniej jedną książkę. Jedną przez cały rok! A pozostali zero. Jaką wiedzę o świecie można mieć, jeśli nie czytamy? Czy powinno nas dziwić, że tylu młodych ludzi w wieku wędrowniczym woli hajlować, zamiast zdobywać HO? Ruchy radykalne proponują proste rozwiązania, a my każemy myśleć, planować...

Zróbmy coś, bo będziemy mieć społeczeństwo dających się manipulować analfabetów. Czy harcerstwo może się tu jakoś przydać? Autorzy wspomnianego badania sami zauważają, że pasjonatom książek stosunkowo łatwo jest przekazać tę postawę dzieciom i wychować kolejnych czytelników [źródło]. Aha! No, to do pracy! Rozpisując próbę na młodzika, wywiadowcę, zachęćmy młodego druha do przeczytania tego lub owego o Małkowskim, albo BP. Harcerstwo wytworzyło kilka spoko książek, które i dziś mają siłę oddziaływania.

Podobnie z instruktorami. Pogłębienie wiedzy metodycznej to świetny moment na przeczytanie jakiejś pozycji. Wydawnictwa harcerskie ostatnio nas rozpieszczają: książki wydaje Krąg Płaskiego Węzła, Impuls druha Śliwerskiego, NWH i inni. To od nich dowiecie się kto naprawdę doniósł na Rudego, co się wydarzyło na Zjeździe Łódzkim ZHP, czym Seton zainspirował Baden-Powella, jak Sedlaczek wyobrażał sobie kurs harcmistrzowski, a jak Kamiński wymyślił zuchy.


Ku chwale Czytającej Rzeczpospolitej tworzę poniższą listę. Zdopingował mnie do tego Paweł z czterdziestek, pytając co powinno się znaleźć w biblioteczce szczepu. Znajdziecie tu książki, które przeczytałem i takie, które chciałbym przeczytać. Poczytaj sobie, druhu (i druhno!).


Idea
Aleksander Kamiński
  • "Andrzej Małkowski"
  • "Skauting i harcerstwo" (wybór różnych pism; celny!)
  • "Kamienie na szaniec"
Robert Baden-Powell
  • "Mój uniwersytet życia"
  • "Moje przygody i przeżycia"
Antoni Wasilewski "Pod totemem Słońca"
Leopold Ungeheuer "Próby wodzów"
Walter Hansen "Wilk, który nigdy nie śpi"


Metoda
Robert Baden-Powell "Wskazówki dla skautmistrzów"
Marek Gajdziński "Harcerski system wychowania"
WOSM "The essential characteristics of scouting"
Ewa Grodecka "O metodzie harcerskiej i jej stosowaniu"


Historia

Stanisław Broniewski "Orsza" - "Całym życiem. Szare Szeregi w relacji Naczelnika"
Halina Wiśniewska "Gawędy druhny Babci"
Grzegorz Skrukwa "Dzieje harcerstwa dla zdobywających stopnie harcerskie"
Stanisław Czopowicz "Szczera wola i zniewolenie. Harcerstwo w Polsce 1945-1980"
Tim Jeal "Baden - Powell"
 
Kształcenie
 
Jan Rossman "Szkoła za lasem" (Impuls) 
Adam Czyżewski "Na tropie wodza harcerskiego" (Impuls)


Poradniki

Wacław Wierzewski (red.) "Informator harcerski"
Krzysztof Kowalczyk "Podręcznik ekologicznego obozowania"

Tomasz Maracewicz, Małgorzata Witczak "
Mokre stopy. Harce wodne na obozie"




Zuchy

Aleksander Kamiński

  • "Antek Cwaniak"
  • "Książka wodza zuchów"
  • "Krąg rady"
Robert Baden-Powell "Wilczęta" (tom I i II)
"W krainie zabawy" Poradnik metodyczny ZHP


Harcerze

Robert Baden-Powell "Skauting dla chłopców"
Roland E. Philips "System zastępowy"
Marek Kudasiewicz
  • "Obrzędowy piec"
  • "Vademecum zastępowego"
Janina Tworkowska "Zastęp harcerek"
Adam Czyżewski "Na tropie wodza harcerskiego"
Marek Kamecki "Stosowanie metody harcerskiej w drużynie harcerzy"
Zygmunt Wyrobek "Harcerz w polu"
Antoni Gromski "Harce młodzika i wywiadowcy"
Juliusz Dąbrowski "Harce zimowe w polu" (sporo pomysłów także dla SH i W)
"Uczestnicząc w grze" Poradnik metodyczny ZHP
Tomasz „Marabut” Maracewicz "Harcerstwo to gra! Podręcznik dla zastępowych"

SH

Piotr Niwiński "Od harcerzy starszych, do wędrowników"

Wędrownicy

Paweł Mateusz Puciata "Wędrownicy"
Robert Baden-Powell "Wędrówka do sukcesu"
Jerzy Kreiner "Zastęp starszych chłopców. Listy do wędrowników"
"Niemała sztuka" Poradnik metodyczny ZHP
Andrzej Wysocki "Wodzowie i wilki" (NWH)

 

Do czytania w sieci

The Inquiry Net: The Old School Scouting

"Czuwaj", czyli miesięcznik instruktorów ZHP

"Na tropie", czyli internetowy magazyn wędrowniczy

"Instruktor", czyli miesięcznik Chorągwi Stołecznej ZHP

"Harcerz Rzeczpospolitej", czyli internetowe pismo ruchu harcerskiego

"Azymut", czyli pismo Organizacji Harcerzy ZHR

"Pobudka", czyli archiwalna gazeta instruktorska ZHR

 "Rada Puchaczy", czyli blog ZKK Hufca Łódź-Polesie

Blog RPM "Ręka Metody"

Czuwaj Blog, czyli wieści z organizacji harcerskich poza granicami kraju

piątek, 30 września 2016

Pedofilia

Wczoraj miał premierę materiał TVN Uwaga! o harcmistrzu Jerzym W. z Hufca ZHP Warszawa-Żoliborz. Hm. Jerzy uwiódł i wykorzystał 13 letnią harcerkę ze swojego szczepu, Beatę. Wedle jej słów organizował nawet specjalne wyjazdy, by podtrzymać tę "więź", gdy Beata chciała ją zakończyć. Hm. Jerzy został nieprawomocnie skazany za gwałt i pedofilię na 4,5 roku więzienia i 10-letni zakaz pracy z dziećmi.

W filmie wykorzystano sceny z jednego z mokotowskich obozów, co nie wszystkim się podoba. Pokazanie - w telewizji! - materiału o pedofilu, razem z naszymi harcerkami, to wedle nich hańba, wstyd, a na pewno kłopot. Kto chciałby być skojarzony z pedofilem!? Szkoda, że pokutuje u nas taka mentalność.


Pedofilia jest problemem społecznym. Pedofilie byli, są i będą. Krzywdzą tych, którzy im zaufali, dla których mieli być wzorem. Życie z pamięcią o tym wydarzeniu to zmaganie się ze swoją traumą. Pomyślcie, jak trudno może być później zbudować takiej osobie zdrowy związek? Jak rozwijać swoją seksualność? Jak żyć bez strachu o swoje dzieci? Wysyłać je na kolonie, obozy?

Nie mamy prawa bagatelizować tego problemu, chować głowy w piasek, czy "świętoszkować" i odcinać się od takich skojarzeń. Problem może dotyczyć i nas - mimo, że ogrom kadry hufca ma mniej, niż 25 lat.

Gorąco polecam obejrzenie filmu "Spotlight" o systemowej ochronie pedofilów w kościele katolickim w USA i odkryciu tego procederu przez dziennikarzy Boston Globe. Tam, zamiatanie spraw pod dywan było bardzo sprawne. Nikt złego słowa o księżach nie mówił. Do czasu.

Materiał TVN Uwaga! (kliknij)

środa, 7 września 2016

"Bo program..."

Odezwał się do mnie młody drużynowy z problemem: w jego drużynie nie pracowało się do tej pory ze stopniami, bo nie było czasu, musieliśmy realizować program. Poniżej zapis fragmentu naszej rozmowy.


Kurson: Powiedziałeś, że nie pracujecie ze stopniami w ciągu roku; że na próby macie czas tylko na obozie.

Drużynowy: Tak, zgadza się. Na obozie po ciszy poobiedniej robimy warsztaty: ktoś z kadry wychodzi do harcerzy, siada pod drzewem i można u niego zdobyć podpis pod konkretnym wymaganiem.

Ktoś z kadry? A co robi reszta?

Pozostali odpoczywają w komendzie: naszej lub dziewczyn, he, he. Oczywiście nie zawsze! Czasem przygotowujemy zajęcia popołudniowe. I jak brakuje nam czasu, to wydłużamy warsztaty żeby rozwiesić wszystkie rekwizyty.

Ale niestety nie da się tego zrobić w ciągu roku. Zbiórka jest za krótka. Kiedyś wpisywaliśmy do planu, że każde 20 minut zbiórki poświecimy na warsztaty, ale przestaliśmy, bo nigdy się nie udawało.

Dlaczego?

No, bo tak jakoś wychodziło. Sam nie wiem. Planowaliśmy zbiórkę co do minuty i to się rozjeżdżało. Na przykład wychodziliśmy do lasku: wydawałoby się, że od naszej szkoły to 10 minut marszu. Harcerze szli jednak 20 minut. I co zrobić?

Złe szacowanie czasu, to jednak pikuś w porównaniu z tym, że musimy realizować program!

Co przez to rozumiesz?

W naszym programie rocznym zawsze robimy zajęcia z samarytanki, terenoznawstwa, musztry, symboliki, historii harcerstwa, węzłów, łączności - i co tam jeszcze diabeł wymyślił! Rozdzielamy te zajęcia na wszystkie osoby z kadry i robimy zbiórki, biwaki. Na pracę ze stopniami nie ma już kompletnie czasu.

Przecież techniki, które wymieniłeś są w wymaganiach na stopnie. Wystarczy na koniec zebrać karty i podpisać tym, którzy wykonali wszystkie zadania.

Żeby to było takie proste! Jak będziemy podpisywali, to wypadną np. węzły. I znowu będzie w drużynie problem z wiązaniem butów - jeden u nas już stracił przez to dwa zęby, bo koledzy nadepnęli mu na sznurówki. Harcerstwo powinno być praktyczne, a nie teoretyczne. Za dużo tych papierów. Już wystarczy, że trzeba pisać program - tyle stron...

To ułatw sobie pracę: niech harcerze napiszą ci program.

Jak? Przecież to my robimy harcerstwo dla nich, nie odwrotnie.

Nie do końca. Jeżeli rozpiszesz na początku roku próby ze wszystkimi chłopakami, to będziesz wiedział jakie zajęcia są naprawdę ważne. Może już wszyscy mają węzły zaliczone i szkoda tracić na nie czas? Może ważniejsze jest zaprezentowanie swojego hobby (młodzik), albo zorganizowanie akcji zarobkowej (wywiadowca)?

Hm.

W ten sposób wzbudzisz w chłopakach chęć do podejmowania się różnych zadań. Zbiórki robione przez kadrę będą inspiracją do zrobienia własnej. Więcej! Będą taką platformą, gdzie każdy może coś zaprezentować. Idealnie by było, gdyby to były zbiórki zastępów, na których...

O nie, my nie mamy zastępów. Szkoda nam czasu na rady drużyny - łatwiej wszystko ustalić w kadrze.

środa, 31 sierpnia 2016

Następczyni

Coś swędzi pod pachą. To granatowy sznur domaga się nowej właścicielki! Nie można go jednak zdjąć, ot tak i dać do ręki komukolwiek. Oto praktyczny poradnik wybierania nowej drużynowej*.


Punkt 1. Przeczytaj "Instrukcję tworzenia i działania drużyny".

Dowiesz się tam o podstawach: że 16 lat, że kurs, że przewodnik, bla, bla, bla.


Punkt 2. Zapomnij, że przeczytałeś tę instrukcję.

Bo w niczym ci nie pomoże. Dobra kandydatka na drużynową to nie ta, co spełnia wszystkie podpunkty punktu 30 instrukcji. Dzięki temu nie dostaniesz gwarancji, że twoja ukochana drużyna będzie istniała i rozwijała się aż po wieczny czas. Da-ba-daj!

Klucz do sukcesu leży tylko i wyłącznie w charakterze kandydatki. Oto cechy, które musi mieć, jeśli rzeczywiście zależy ci na solidnej następczyni.

  1. Jest harcerką z krwi i kości.
    Nie trzeba jej przypominać prawa harcerskiego. Całą sobą pokazuje harcerski styl: jest przyjaciółką, nawet tych najmłodszych w drużynie; rozwija się, zdobywa kolejne stopnie bez napominania; nie odmawia pomocy; szuka sposobu, a nie powodu.

    Jeśli tak nie jest, to się nie nadaje! Żeby harcerstwo miało sens, było pożyteczne i fajne dla dzieciaków i młodzieży, to ich guru - drużynowa - musi być true harcerką. Wyznacznikiem harcerskości. Wzorem! Inaczej drużyna będzie zbiorowiskiem osób w mundurach harcerskich, a nie drużyną harcerek.

  2. Jest liderką

    Jaką inicjatywę wykazała ostatnio twoja kandydatka? Czy zakrzyknęła Zróbmy śpiewniki dla całego obozu!, hm? Albo na radzie szczepu powiedziała Chętnie to przygotuję!, hm? Czy zaskoczyła cię brawurowym przeprowadzeniem akcji zarobkowej własnego pomysłu?

    Tak? To git! Gorzej, jeżeli nie umiesz wyskrobać niczego ze swojej pamięci. No, było z nią zawsze fajnie, ale co ostatnio zrobiła...? Drużynowa to dziewczyna, która będzie zostawiona sama sobie z (oby!) dwudziestką innych dziewczyn, które co tydzień będą miały zbiórki, co kwartał biwaki, a raz do roku obóz. Plus zabawy ze składkami i ewidencją. Nie podoła temu ta, która chowa się po kątach i unika wzięcia odpowiedzialności za przygotowanie gry na biwaku.

  3. Jest dojrzała i odpowiedzialna

    Drużynowa musi być dorosła. Niekoniecznie pełnoletnia, ale dorosła, czyli dojrzała i odpowiedzialna. To nie jest funkcja, na której można strzelać fochy czy kłócić się o głupoty. Nie przyjdę na zbiórkę na złość! Nie odbiorę telefonu! Super, brawo.

    Jej przełożona musi mieć pewność, że w trudnej sytuacji będzie mogła z drużynową porozmawiać i rozwiązać problem na drodze mediacji, a nie metodami kija i marchewki. Sorry, ale jak mamy dawać drużynowym nagany w rozkazach i robić karniaki, to to nie jest harcerstwo.

  4. Lubi swoje harcerki

    Drużynowa nie dostanie ani złotówki za swoją wielogodzinną pracę. W harcerstwie największym wynagrodzeniem jest satysfakcja z tego, że harcerki się rozwijają. Kto nie czuje tej dumy, źle się tu odnajdzie.

Poradnik miał być praktyczny, więc na koniec najbardziej praktyczna rada. Jeżeli twoja kandydatka spełnia powyższe punkty, to śmiało szykuj super-obrzędowe przekazanie i - najważniejsze! -  zaoferuj swoje wsparcie, czyli zostań w ZHP!

Ty, była drużynowo, zgłoś się do komendy szczepu, do rady namiestnictwa czy do komendantki hufca i pomóż w tworzeniu dobrych warunków do działania drużyn!

Wtedy koło się domknie.

Na-ho'!
Głuchy Pień


* - panowie, tym razem formy męskie trzeba sobie samemu dostawić

środa, 9 marca 2016

O stopniach instruktorskich. List do Rady Naczelnej

Na fanpejdżu Rady Naczelnej ZHP padło hasło do braci instruktorskiej o wysłanie uwag o systemie stopni instruktorskich. Załączam niżej list, który im wysłałem. Rada już się spotkała i z niecierpliwością czekam na ich wnioski!

Blog początkowo miał być o prawie harcerskim, ale nie tylko o nim mam ochotę pisać. Zaczynamy transformację!

Kurson
 
Szanowna Rado,
Przeczytałem przed chwilą Wasz apel na fb i chciałbym, choćby i na ostatnią chwilę, podzielić się moimi spostrzeżeniami.

PWD
 
Zdobywałem ten stopień w ramach poprzednich wymagań, zamknąłem próbę po roku mając 20 lat. Kurs przewodnikowski (wtedy nieobowiązkowy) poprzedzający otwarcie próby był dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Skupiał się na idei bycia instruktorem, na misji ruchu harcerskiego; budził w nas, kursantach, ducha do działania, tworzył liderów z prawdziwego zdarzenia.
 
W styczniu tego roku prowadziłem kurs pwd dla (średnio licząc) 17-latków i brakowało mi głębszych rozmów o wspomnianych idei i misji. Trudno porozmawiać o odpowiedzialności instruktora z młodymi ludźmi, świeżo na harcerskiej-kadrowej ścieżce. Oni byli świeżymi przybocznymi, ja w swoim czasie miałem już 4 lata w kadrze drużyny, w tym rok jako drużynowy.
Jest inaczej - nie powiedziałbym, że to gorzej, gdyby nie jedna obserwacja. Kurs pwd robimy w hufcu co roku, i co roku jedzie na niego >20 osób. Jednak tylko kilka osób otwiera w ogóle próbę przewodnikowską. Nie wydaje mi się, żeby problem leżał po stronie hufca (zewnętrznej). Mam wrażenie, że ci młodzi ludzie wyczuwają, że złożenie zobowiązania instruktorskiego to poważna deklaracja i odsuwają od siebie tę decyzję.
 
Moglibyśmy im mówić, że to nic takiego ta odpowiedzialność, ale to wymagałoby zmiany całego stylu pracy. Instruktor to dla nas duże słowo.
 
Co bym zmienił? Baden-Powell na pierwszych zbiórkach polecał robić gry i dać się "wyszaleć" chłopakom, zanim w ogóle powie się im coś o Prawie. Myślę, że ten sam mechanizm powinniśmy zastosować i u nas. W swoim szczepie zaobserwowałem, że nie jest łatwo zmotywować kadrę do wyjechania na drugi kurs: drużynowych. W efekcie mam wiele osób, które ukończyły tylko kurs pwd, a są przybocznymi.
 
Ci 17-latkowie jadą na kurs, bo chcą pomóc drużynowemu, chcą się przydać w kadrze. Potrzebują wiedzy o tym, jak robić fajne zbiórki, co to jest program pracy. Jeżeli "wkręcą się" w naszą organizację, to wtedy możemy zacząć pokazywać im, że za formami płynie ważna treść. I że można świadomie stosować te formy do osiągnięcia konkretnego celu wychowawczego. Że to jest "plastyczne".
 
Nie chcę jednak sugerować zamiany kolejności kursów pwd i drużynowych zbyt mocno. W te wakacje organizuję kurs drużynowych w nowej - leśnej - formule. Być może efekty będą lepsze? Niemniej, powyższe myśli towarzyszą mi od dłuższego już czasu. Korzystam z okazji, by się nimi podzielić.

PHM
 
Jedyna rzecz, która mnie zastanawia to ogromna liczba obowiązkowych kursów, które trzeba odbyć, by zostać komendantem szczepu lub namiestnikiem.
 
Realia w naszym hufcu są takie, że szczepy przejmują przewodnicy; czasem mają otwartą próbę phm. Po prostu taka jest rotacja pokoleń w naszym młodym środowisku.
 
Dla młodych ludzi obowiązkowy kurs do odbycia to przykry obowiązek i zderzenie z tą stroną harcerstwa, której nie lubią - zazwyczaj. Dlatego może byłaby możliwość, żeby kursy kom. szczepów/namiestników/KKK zintegrować jakoś z kursami phm?
 
Inna moja wątpliwość dotyczy w ogóle rozdzielenia tych kursów. Nie wydaje mi się, żeby harcerstwo dało się podzielić tak łatwo na działy: organizacja (kom. szczepu), program (namiestnictwo), kształcenie (KKK). Moim zdaniem kom. szczepu zdecydowanie więcej pracuje z kadrą, niż szef ZKK. To on ma wyzwanie, by utrzymywać motywację swoich drużynowych do działania, to on rozwiązuje ich problemy, to on jest na pierwszej linii inspiracji - także programowej (przynajmniej takie są realia mokotowskie).
 
Postulowałbym, by słowo PODHARCMISTRZ(YNI) oznaczało osobę, która zna się na harcerstwie i dobrze je zrobi, niezależnie od funkcji którą posiada. Nie wydaje mi się, byśmy potrzebowali dodatkowych obowiązkowych kursów dla nam./kom/ szczepu/KKK. Te treści możnaby częściowo wpleść do kursu phm, a częściowo odrzucić. Słowem: zaufajmy zielonej podkładce, dajmy spokój z OKK.

HM
 
Otworzyłem próbę po paru latach bojów z tą myślą. Słowo harcmistrz ma dla mnie bardzo dużą wagę emocjonalną: to mistrz harców, to autentyczny wódz i leśny człowiek. Czerwona podkładka oznacza mistrzostwo w tworzeniu magicznej harcerskiej atmosfery. To Sedlaczek, Gromski, Kamiński, Orsza, Zośka, Chytry Kot - i wielu innych. To moje wzory i autorytety.
Harcmistrz to druh, który przy ognisku potrafi opowiedzieć gawędę tak żywo obrazującą o co chodzi w harcerskim stylu, że od razu chce się za nim podążać. To mistrz innych instruktorów: ma zawsze dobrą radę, pomoże rozwiązać najtrudniejszy problem, jest osobową fontanną inspiracji.
 
Z takim nastawieniem zacząłem czytać wymagania na stopień hm i... rozczarowałem się. Odniosłem wrażenie, że z harcmistrzów robimy mistrzów organizacji - a nie metody, idei, ducha wartości. Te wymagania są bardzo techniczne. Niby to wszystko jest ważne, ale mam wrażenie, że ostatecznie harcmistrzowie są wypychani z "dołów" do "góry". Wszyscy, bez wyjątku.
Dlaczego nie można zrobić stopnia harcmistrza, będąc drużynowym? Albo choćby i samym komendantem szczepu? Czy każdy harcmistrz musi być komendantem hufca, szfem zespołu kształcenia, skarbnikiem chorągwi? Na pewno ich potrzebujemy - ale chciałbym wiedzieć, że jest też druga ścieżka, ścieżka o której mówi Marek Gajdziński.

Życzę owocnych obrad!
Czuwaj!

wtorek, 5 maja 2015

O karności, posłuszeństwie i "harcerz chce..."

Na harcerskiej liście dyskusyjnej "Czuwaj!" wiele osób pisze na temat Prawa, odnosząc się m.in. do stanowiska Mokotowa. Zachęcam do przeglądania i dołączania. To o tyle fajne miejsce, że zbiera druhny i druhów z innych organizacji, a wielość i różnorodność głosów jest porządana. Zapisać można się tutaj: http://listy.czuwaj.net/mailman/listinfo/czuwaj.

Poniżej jest e-mail, który na tę listę wysłałem (z minimalną redakcją). Odnoszę się w nim do wątków z listy i nie wszysto może być zrozumiałe, ale zdecydowałem się je zostawić dla autentyczności.

"Harcerz jest karny i posłuszny rodzicom oraz wszystkim swoim przełożonym."

Kilka komentarzy do tekstu Janusza Sikorskiego (http://www.hr.bci.pl/articles.php?article_id=472).

Trafia do mnie to, co napisał Aleksander Kamiński na temat karności (patrz link wyżej). Widzę w jego tekście nakaz wytrwałości, determinacji, wysokiej jakości pracy, dążenia do kończenia spraw, a nie zostawiania ich odłogiem. To wymaga charakteru i samozaparcia. Wyrzucenie tych cech z harcerstwa przekreśli jego sens. A jednak i zespół, i mój hufiec, i ja wykreśliliśmy ten punkt ze swoich wersji PH. Oszaleliśmy? Nie.
Nie wiem czy mogę mówić za wszytkich, ale mi osobiście nie odpowiada charakter tego punktu. Widzę w nim wojskowy dryl i dyscyplinę - "posłuszność", "karność" - a nie pracę nad swoim charakterem. A ja nie chcę i nie potrzebuję, by moi harcerze byli mi posłuszni. Chcę, żeby mnie słuchali, przemyśleli i wymyślili swoje. Żeby myśleli o tym co i dlaczego robią. Wiadomo, że w pewnych granicach, ale wg mnie nie musimy ich stawiać jawnie w PH.
Oczywiście, z powodu mojego podejścia miałem w drużynie mnóstwo problemów. Musiałem spędzać nieraz długie dyskusje nad każdą rzeczą, którą trzeba było zrobić w obozie: od przyniesienia papieru toaletowego, przez naciągnięcie namiotu, opróżnienie śmietnika, złożenie munduru. Pewnie, że czasem wszyscy gadali i gadali, żeby czegoś nie zrobić ;-) Mam jednak poczucie, że przez to zaczynali rozumieć co i po co jest potrzebne - np. dlaczego ktoś musi pójść na służbę do kuchni, a inni będą mieli wtedy zajęcia. Może po prostu za mało się z młodymi gada po co mają robić to, co dorośli każą? Może traktujemy ich jak małe dzieci, a nie widzimy w nich dorosłych? Luźne, otwarte pytania.
Nie mam ogólnozwiązkowego oglądu sytuacji, ale strzelam, że większość drużynowych łączą z ich harcerzami bliskie i serdeczne relacje oparte na zaufaniu. Że drużynowy jest dla nich liderem, przyjacielem, starszym bratem, który prowadzi, a nie kierownikiem, który rozkazuje - i trzeba karnie wykonać to, co powie.
Obecny punkt nie sugeruje karności wewnętrznej, o której pisze Kamiński. Mógłby, a może nawet powinien, bo to ona byłaby prawdziwą wartością - nie ślepe posłuszeństwo. Porozmawiajmy więc o tym, jak można lepiej oddać tę cechę w Prawie.
Właśnie. Nie traktujcie stanowiska Mokotowa, jako prawdy objawionej - że takie ma być PH kropka w kropkę i już. Najważniejsza rzecz, jaką chcieliśmy przekazać, to byśmy pisali nowe Prawo startując od wartości. Spróbowaliśmy i wyszło nam takie Prawo. Gdybyśmy posiedzieli nad nim rok więcej, pewnie byłoby lepsze, ale deadline'y goniły, a bez wersji PH jakoś tak goło.

Mieliśmy dużą obawę, bo propozycja Zespołu była dla nas nie do przyjęcia i baliśmy się, że dyskusja w ZHP zamieni się tylko w festiwal lajkowania takich lub innych sformułowań w PH (trochę tak jest skonstruowana ankieta Zespołu). A to - i tu zgadzam się z Januszem - poważna sprawa i nie można tak na szybko. Nikt też nie powiedział, że cała dyskusja nie skończy się tak, że w sumie to obecne PH jest najlepsze i zamykamy temat na kolejne lata. Ale ta dyskusja będzie super wartościowa - na pewno u nas jest, bo brali w niej udział ludzie na co dzień pracujący z PH. Sam widzę, że moje podejście do pracy z PH ewoluuje.

Teraz bardziej personalnie. Zaskakuje mnie to, co piszesz, Janusz. Bronisz, krzyczysz, pouczasz - wszystko w bardzo mało strawnej formie. Osobiście mam duży dysonans, bo uczyłem się prowadzić drużynę na tekstach HR'a i KPW, jaram się zdjęciami z obozów leśnych, a tu takie przykre, mało instruktorskie słowa. Efekt jest tylko jeden: okopanie stron na stanowiskach. Z takim podejściem nikt niczego nie zyska w tej dyskusji. A przecież można inaczej.
Sam napisałeś, że chciałbyś inaczej napisanego Prawa, ale nie widzisz osoby, która by to potrafiła. Nie dziwię się - to cholernie trudna sprawa, no i co za odpowiedzialność! Niemniej, są instruktorzy, którzy chcą wyrazić idee harcerskie nowym językiem, albo inaczej rozłożyć akcenty. Nikt nie chce rozwalać idei harcerstwa, serio. Chcemy przede wszystkim uporządkować sprawy Boga, abstynencji alkoholowo-tytoniowej i inne - ważne dla nas.

Poszukajmy punktów stycznych w naszym wyobrażeniu o harcerstwie. Ja na swoim blogu zaproponowałem, by pogadać o tym, jakie cechy uznajemy za kluczowe dla harcerza. Chętnie o nich pogadam, a jak to ustalimy, to PH się samo napisze. (Ok, nie samo, ale będzie łatwiej).
Jeszcze słowo o punkcie "Harcerz chce wiedzieć więcej...". W moim odczuciu jak ktoś czegoś chce, to się bierze do działania i robi. To automatycznie oznacza dla mnie aktywną postawę. Zgadzamy się na pewno, że chodzi o CZYN, albo i WYCZYN, a nie pustą deklarację.

I takiej chcę dyskusji:  "widzę, że chodziło wam o to, ale użycie słowa >>chcieć<< może sugerować co innego, więc może lepiej użyć >>xyz<<". Można było tak napisać i wtedy twórczo uczylibyśmy się nie tylko rozumienia Prawa, ale i tego, że różni ludzie, różne rzeczy widzą w słowie pisanym - i dlatego tym bardziej trzeba nowe redakcje Prawa przegadać w szerokim gronie! (bo różne doświadczenia, kultura, język - wszystko). Fajnie, że ta lista żyje teraz tą dyskusją, wykorzystajmy to twórczo - jak zresztą wielu tutaj to robi - a na pyskówkę umówmy się na privy, albo na listę "Dowal!" ;-)
Jeszcze o "Harcerz chce...".
Wcześniej formułowaliśmy ten punkt, jako "Harcerz stara się..." i to mi nie grało, bo ja cały czas słyszę od moich harcerzy "postaram się", a odpowiadam im "nie staraj się - zrób!".
W każdym razie zgadzamy się co do wartości - harcerz bierze się do roboty, a nie tylko gada. Czyli wartością jest dla nas wytrwałość! Zapisuję hasło, jakie następne?

Aha, tym bardziej zdziwiła mnie krytyka, że - na ile pamiętam - tego hasła ("harcerka chce...") używała już Jadwiga Falkowska, by wytłumaczyć harcerkom po co mają zdobywać sprawności. Ok, kończę - i tak długo wyszło.

Czuwaj!
 Kurson

PS: nie napisałem nic o rodzicach, ale posłuszeństwo rodzicom to też archaizm, który nie trafi do młodych. Lepiej by to był wzajemny szacunek, partnerstwo czy coś podobnego. Stawianie młodych ludzi w sytuacji: "musisz tak robić!" jest kontrproduktywne.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Oficjalne stanowisko Hufca W-wa Mokotów ws. zmian w PiPH

Ucinam spekulacje i nieoficjalne informacje.

Oto oficjalne stanowisko Hufca Warszawa - Mokotów w sprawie zmian w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim: przeczytaj on-line!

Zachęcam do zapoznania się.