czwartek, 22 lipca 2021

Głosy z mediów

Zdarza mi się wypowiadać w prawdziwych mediach ;)


W "Czuwaju" 4/2021 piszę o wnioskach z petycji ws. SIM i tym, jak możemy wykorzystać różne narzędzia do unowocześnienia naszej organizacji i przybliżenia "dołów" "górze".

Czytaj (str. 31) pobierz tutaj cały numer "Cz".


Razem z Basią Łochowską byliśmy w Trójce opowiadać co harcerze robili w pandemii, jakie są zadania harcmistrza i czy zostawiamy młodych ludzi w ciemnym lesie ;)

Słuchaj na stronie Trójki.


Komentowałem marcową debatę kandydatów na Naczelnika ZHP dla Z24.

Oglądaj na fb!


To dobra okazja podrzucić tu także mój starszy, choć nadal aktualny tekst z "Czuwaja" o kandydowaniu na delegatów na Zjazd ZHP - czytaj. Zbiórki wyborcze odbędą się najpóźniej do 3 października! Wkrótce kolejny materiał na ten temat :)

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Można inaczej!

Po decyzji Rady Naczelnej ZHP ws. Systemu Instrumentów Metodycznych jestem ostrożnym optymistą. Większe zmiany zostaną uruchomione oddolnie: gdy ruszy przestawianie się na nowy system i setki, tysiące osób zobaczą, że można inaczej!

 

Sądzę, że stosowanie dobrowolnych tropów czy wyzwań, a także obowiązkowych dla wszystkich od roku 2022/2023 nowych stopni, bardzo mocno powiązanych ze sprawnościami, uruchomi w środowiskach ferment twórczy. Powoli i stopniowo, ale doczekamy się jeszcze lepszego systemu, który rozhula pracę metodą harcerską w każdej drużynie i sprawi, że będziemy mega pro-rozwojową organizacją dla młodych ludzi.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby projekt upadł, albo został poważnie okrojony, np. do wersji "tylko nowe sprawności". To byłby upadek wiary w możliwość zmieniania czegokolwiek w tej organizacji - a to jest warunek konieczny angażowania młodych we władze, co musi i powinno zawsze być naszym priorytetem.

Oczywiście, istnieje obawa, że komisja RN, która ma "obrobić" dokumenty tak, by zgadzały się z przyjętymi założeniami, wyjdzie ze swojej roli i spróbuje jeszcze coś tam obciąć. Ale sądzę, że zostanie to zrobione rzetelnie. Presja na zawarcie rozsądnego kompromisu była olbrzymia, a ja cieszę się*, że mogłem się do niej dołożyć w formie największej w ZHP petycji, która zdobyła poparcie ponad 8% instruktorów i instruktorek tej organizacji. Ważna lekcja: presja ma sens! :)

Co teraz? Ci, co widzą w nowym SIM szansę niech szykują warsztaty dla swoich drużynowych. Ci, co mają wątpliwości, mogą obserwować działanie nieobowiązkowych elementów u innych. Jeśli będzie to fajnie działać, to czemu nie spróbować u siebie? W końcu chodzi o to, by używać tego, co działa i pomaga wprowadzeniu drużyny. I o to powinno zawsze chodzić :)

Na-ho'!
Kurson

* - jestem dumny, jak paw! ;)

 

Kolekcja moich barwnych wspomnień


Petycja. Głos instruktorów ZHP w sprawie przyjęcia SIM

Druhny i Druhowie,
Członkinie i członkowie Rady Naczelnej ZHP,

 

Apelujemy o przyjęcie projektu Systemu Instrumentów Metodycznych opracowanego przez ZIM bez wprowadzania w nim zasadniczych poprawek naruszających konstrukcję systemu i jednocześnie zobowiązanie Głównej Kwatery do prowadzenia stałej ewaluacji i badań, które pozwolą na dalsze doskonalenie systemu.

Nie możemy myśleć, że podjęta dzisiaj decyzja będzie obowiązywać kolejne 20 lat. W narzędziach, które dajemy drużynowym muszą zachodzić zmiany zarówno w programach jak i w ogólnych założeniach. Dzięki możliwościom komunikacyjnym XXI wieku, elektronicznemu obiegowi dokumentów, możliwościom spotkań online jesteśmy w stanie wdrażać zmiany szybko w całym stowarzyszeniu. To opracowanie sposobu dokonywania ewaluacji i zmian powinno stać się obecnie naszym priorytetem w miejsce omawiania wciąż tych samych wątpliwości.

Dostrzegamy różne potencjalne zagrożenia wypływające z konkretnych sformułowań czy rozwiązań nowego SIM. Nikt jednak nie jest w stanie wskazać kryteriów, które musiałby spełnić dalszy pilotaż, żeby zyskać powszechną akceptację. Oficjalne wykorzystywanie systemu we wszystkich drużynach ZHP pozwoli na zebranie właściwej ilości danych dotyczących szczegółowych kwestii, aby racjonalnie ocenić zaproponowane rozwiązania i dokonać ich modyfikacji.

Obowiązujący dziś system instrumentów metodycznych od lat funkcjonuje słabo, dodatkowo częściej źle w słabszych środowiskach. W efekcie cierpi harcerskie wychowanie w drużynach. Kontynuowanie podejścia, które nie sprawdza się od 15 lat, nie wydaje się racjonalne.

hm. Andrzej Góralski
Drużynowy 10 Świdnickiej Drużyny Harcerskiej "Mrówkojady"
Hufiec Świdnica
Chorągiew Dolnośląska

hm. Antoni Kurek
Namiestnik Harcerzy
Hufiec Warszawa-Mokotów
Chorągiew Stołeczna

hm. Zofia Cebula
Szefowa Zespołu Wsparcia Metodycznego
Chorągiew Gdańska

hm. Sylwia Gudyka
Kierowniczka Wydziału Wsparcia Metodycznego
Głównej Kwatery ZHP

Liczby

Petycję podpisały w sumie 732 osoby na 9142 instruktorów i instruktorek ZHP (8,01%) (wg TIPI). W tym 279 na 4699 drużynowych (5,94%).

Drugą największą petycją w ZHP jest petycja o transmisję obrad Rady Naczelnej ZHP ws. wyboru Naczelnika ZHP uruchomiona przez hm. Pawła Kamińskiego (725 podpisów).

Poparcie chorągwiami
Poparcie chorągwiami

Chorągiew Białostocka 32   
Chorągiew Dolnośląska 36   
Chorągiew Gdańska 131   
Chorągiew Kielecka 25   
Chorągiew Krakowska 49   
Chorągiew Kujawsko-Pomorska 45   
Chorągiew Lubelska 24   
Chorągiew Łódzka 56   
Chorągiew Mazowiecka 33   
Chorągiew Opolska 2 
Chorągiew Podkarpacka 8 
Chorągiew Stołeczna 123 
Chorągiew Śląska 71   
Chorągiew Warmińsko-Mazurska 17   
Chorągiew Wielkopolska 57
Chorągiew Zachodniopomorska 17
Chorągiew Ziemi Lubuskiej 5
Główna Kwatera ZHP 8


Uchwała RN ZHP ws. harmonogramu wdrażania nowego SIM (link)



piątek, 5 lutego 2021

O dyskutowaniu

Bardzo lubię dyskusje instruktorskie. Te, w których zastanawiamy się czy i jak można zmieniać Prawo. Jak pracować z kadrą, by chciała działać z nami długo. Jakie są granice przykładu własnego. Kim powinien być instruktor i tak dalej. Bardzo lubię zwłaszcza te przy harcerskim ognisku i w mundurach!

Rozmowy te są cenne same w sobie - chodzi o wszechstronne przegadanie tematu. Poznanie różnych perspektyw, o których do tej pory mogło się nie pomyśleć. Wzięcie głębszego oddechu w tym pędzącym szybko świecie. Namysł, rozwaga i uważność powinny cechować każde takie spotkanie. Niestety, różnie bywa. I niestety, coraz rzadziej dyskutujemy przy ognisku, twarzą w twarz.

Przy okazji pierwszej próby odwołania Naczelniczki ZHP, Zjazd Nadzwyczajny ZHP (czyli przeszło 200 instruktorów wybranych w hufcach) zajął stanowisko ws. zasad prowadzenia dyskusji instruktorskiej, w którym przeczytamy m.in.:

Zjazd dostrzega też, że wypowiedzi niekonstruktywne, pełne złośliwości, deprecjonujące oponentów, podważające ich harcerskość czy zrozumienie harcerstwa, mogą niszczyć wspólnotę instruktorską i atmosferę braterstwa.

To nie frazes, to fakt. Niestety, internet - a już zwłaszcza Facebook - zmienia nasze rozmowy. Stają się agresywniejsze, bardzo mocno zabarwione emocjami, wyśmiewające, deprecjonujące. Doświadczyłem tego po publikacji mojego listu do Rady Naczelnej o reformie SIM. Nic jednak nie przebije poziomu dyskusji z zamkniętej grupy "Harcmistrzowie". Grupa jest dla zweryfikowanych "harcmistrzów oraz podharcmistrzów z otwartą próbą harcmistrzowską działających w Ruchu Harcerskim". Kryteria dyskusji są określone jako "akceptowanie statutów swych Organizacji, tolerancję i przestrzeganie norm dyskusji i przestrzeganie zasad Kręgu Ognia". Administratorzy nie chcą aktywnie moderować debaty, pisząc z nadzieją: "Liczymy na wysoki poziom dyskusji". Jest odwrotnie - tutaj, wśród harcmistrzów!, najbardziej dostaje się po głowie. W najgorszym stylu.

Nie będę cytował fragmentów wypowiedzi, bo ktoś powie, że są "wyrwane z kontekstu". Opublikuję całość, z datą ważności na tę chwilę. Uważam, że społeczność instruktorska spoza tej grupy, albo nawet spoza fb ma prawo zobaczyć w jakim trudnym momencie się znaleźliśmy, jako wspólnota. A zwłaszcza wspólnota harcmistrzów, wydawałoby się liderów ruchu harcerskiego.

Kiedyś pewnie spotkam niektórych spośród moich gorących adwersarzy: na konferencji, zbiórce, zjeździe. I co wtedy? Jak będziemy ze sobą rozmawiać? Dyskutować na nowe tematy, które na pewno będą poważniejsze, niż ta jedna reforma. Jak się dogadamy, skoro krytyce nie podlega strona merytoryczna, a osobiście jej autor? I jeszcze: jak zachęcimy młodszych od nas ludzi do angażowania się, wyrażania swojego zdania i działania na rzecz rozwoju harcerstwa, skoro mogą ich spotkać takie gromy?

Dobra dyskusja kończy się pytaniami na dalsze spotkania. Mam nadzieję, że tym razem przy ognisku, w kręgu.

Zapis dyskusji o reformie SIM na grupie fb "Harcmistrzowie" (teraz już tylko z kont Office ZHP)


wtorek, 2 lutego 2021

List otwarty do Rady Naczelnej (o SIM)

Druhu Przewodniczący,
Druhny i Druhowie z Rady Naczelnej ZHP,


Piszę do Was z troski o losy projektu zmiany Systemu Instrumentów Metodycznych, nad którym wkrótce będziecie obradować i decydować o jego dalszych losach. Chciałbym, byście - być może po dokonaniu poprawek - go uchwalili. Dlaczego?

Ostatni SIM pochodzi z 2003 roku. Kiedy w 2008 zacząłem prowadzić drużynę harcerzy, większość sprawności była dla moich chłopaków nudna. Zastępowym trudno było wymyślać zbiórki, bo nie wiedzieli o czym. Stopnie były nieco lepsze, ale i tak był kłopot z ich zdobywaniem.

Dobrze sprawdzały się nasze historyczne sprawności: Upór, Fantazja, Odwaga, które budowały naszą obrzędowość. Miał je prawie każdy, ale niczego więcej nie chciał już zdobywać.

Na obóz w 2009 roku zaczęliśmy wymyślać własne instrumenty, nazywając je "wyzwaniami". Chcieliśmy, by pozwalały zdobywać konkretne umiejętności: naprawę roweru, rozniecanie ognia różnymi sposobami itd. Część się sprawdziła, część nie. Z wielką radością przysłuchiwałem się wczorajszej prezentacji nowego SIM przez zespół, który zebrała Lucyna Czechowska. To jest to! Tego brakowało mi całe lata!

Książeczki na stopnie - oczywista rzecz ułatwiająca zdobywanie. Nasze stworzyliśmy jeszcze w XX wieku.

Sprawności - nareszcie uwspółcześnione, część tworzona ze specjalistycznymi NGO. Nastawienie na konkret bardzo zachęci harcerzy do działania. A wybór będą mieć ogromny i - co ważne - rosnący z czasem.

Tropy - chyba moja ulubiona część! Wreszcie zastępowi dostaną odpowiedź na pytanie "co mamy robić na zbiórkach". Wreszcie będzie konkret podany do ręki. To ogromna szansa na nadanie systemowi małych grup doładowania! I instrument kształtujący kluczowe umiejętności społeczne: zarówno budujący zastępy, jak i zachęcający je do praktycznej służby.

Wyzwania - bardzo interesująca propozycja zwrócenia większej uwagi na kształtowanie charakteru, sfery duchowej i emocjonalnej. Takich właśnie "absolwentów" chcemy: mocnych duchem i wrażliwych na piękno.

Stopnie - sprzęgnięcie sprawności, tropów i wyzwań ze zdobywaniem stopni jest świetnym krokiem naprzód. Możliwość wyboru pozwoli się odnaleźć harcerzom o różnych zainteresowaniach i rozwijać swoje mocne strony. Jest to też bardzo przejrzyste i podobne do systemów obecnych w grach (rozwijanie postaci o konkretnej klasie, zdobywanie nowych umiejętności).

Nowy SIM jest mądrym uporządkowaniem i zaktualizowaniem tego, co do tej pory było. Nie ma tu rewolucji, a jedynie wzmocnienie w praktyce funkcjonowania metody harcerskiej.

Mam gorącą nadzieję, że Wasze obrady zakończą się przyjęciem tego projektu. Być może znajdą się jakieś mankamenty do poprawy, sprawności do powtórnego przejrzenia itd. To się na spokojnie poprawi. Niemniej, na tak kompleksowe podejście czekamy już 18 rok.

Sądzę, że nie wolno tego projektu odrzucić. Piszę do Was, bo obawiam się, że w zawierusze związanej ze Zjazdem Nadzwyczajnym, konfliktach między różnymi władzami naczelnymi ten projekt może przepaść.

Nie znam większości instruktorów z GKi, RN czy CKRu. Z trudem przekopuję się przez materiały, by zrozumieć przyczyny zwoływania nowego Zjazdu. Jest to dla mnie po prostu trudne. Chciałbym po prostu, byście na ten projekt spojrzeli nie, jak na pracę instruktora, z którym być może część z Was jest skonfliktowana, tylko jako emanację głosów wielu drużynowych, których koślawo, ale jednak staram się tu reprezentować.

Potrzebujemy nowego SIM. Projekt GKi jest naprawdę sensowny i o niebo lepszy niż to, co dziś mamy. Na pewno wymyślimy jeszcze lepsze rzeczy w przyszłości. Ale dajmy drużynom najlepsze narzędzia, jakie są dziś na stole, by mogli rozruszać harcerstwo po pandemii z pełną mocą. Tylko oni mogą to zrobić.

Na-ho'!
Kurson

 

EDIT

Linki związane ze sprawą dla dociekliwych. W toku pilotażu prowadzonego przez 2020 rok pierwotny projekt SIM z roku 2019 uległ zmianie. Niestety, nie byłem w stanie znaleźć tej pierwszej wersji. Osobiście uważam, że wiele uwag podniesionych w stanowiskach z 2019 zostało uwzględnionych w projekcie złożonym do Rady Naczelnej w 2021 roku.

Projekt zmiany SIM GK ZHP (2021)

Stanowisko Ruchu Programowo-Metodycznego "Ręka Metody" ws. projektu zmiany SIM (2019)

Stanowisko RPM "Krąg Płaskiego Węzła" ws. projektu zmiany SIM (2019)

wtorek, 6 października 2020

Alert Klimatyczny 🌏

Jako harcerze możemy być dumni, że w momentach przełomowych zawsze stajemy na wysokości zadania. Historycznie: gdy chodziło o odzyskanie niepodległego państwa, opór w czasie okupacji, uczestnictwo w powstaniu warszawskim. Współcześnie: czuwanie pod Pałacem Prezydenckim w kwietniu 2010, patrolowanie wałów przeciwpowodziowych kilka miesięcy później, czy wspaniałą akcję szycia maseczek i nie tylko w najtrudniejszym, początkowym okresie zamknięcia z powodu epidemii.

Działamy wtedy, kiedy jesteśmy najbardziej potrzebni. Te wszystkie zbiórki z terenoznawstwa, biwaki pod namiotami, akcje magazynowe - to tylko okazja do "sprzedania" młodym ludziom harcerskiego stylu życia, którego osią są pomoc innym, przyjaźń i kształtowanie swojego charakteru. Ten styl sprawia, że jesteśmy zawsze gotowi do działania.


Dziś, w 2020 roku, wyzwań jest wiele. Kilka z nich wybija się jednak na pierwszy plan. Kiedyś zagrożone było istnienie Polski, teraz ważą się losy wspólnego domu wszystkich ludzi - Ziemi.

Spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie destabilizuje klimat i doprowadzi do katastrofy. Destrukcja dzikiej przyrody pod presją biznesu ("tanio, dużo, szybko") i przy zezwoleniu rządów państw sprawia, że giną zwierzęta, gatunki, ekosystemy.

Wiemy, że w kolejnych dekadach będzie się żyło coraz gorzej. A jeśli nie zrobimy nic, wiele miejsc na Ziemi będzie nie do życia. Pojawią się problemy z wyżywieniem, a nawet z dostępnością wody pitnej. Zginie kilkaset milionów, a może i parę miliardów ludzi. Chyba dla wszystkich jest jasne, że to powinno oznaczać czerwony alarm i pełną mobilizację. Której nie ma.

Mamy w ZHP cenne inicjatywy: rozwija się etyka środowiskowa, w tym roku ruszyła EkoDrużyna, na konferencjach i warsztatach instruktorskich rozmawia się o klimacie, zaprasza ekspertów. Zdarzają się jednak takie kwiatki, jak akcja sadzenia upraw lasów gospodarczych pod rękę z Lasami Państwowymi, która jest niczym innym, jak pomaganiem państwowemu podmiotowi w biznesie w zamian za fotki z harcerzami (po nielegalnej wycince Puszczy Białowieskiej takie ocieplenie wizerunku jest Lasom rzeczywiście potrzebne...).

Protest przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, fot. A. Sadowska, Agencja Gazeta

Uważam, że to za mało. Sądzę, że Naczelnik ZHP we współpracy z Radą Naczelną ZHP powinni ogłosić Alert Klimatyczny i postawić przed harcerzami wyzwanie na miarę obecnych czasów: uświadomienie Polaków o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem i zanikiem bioróżnorodności, zmobilizowanie do działania i wdrażanie na szeroką skalę nawyków ekologicznych takich, jak:

  • drastyczne ograniczenie spożycia mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz diety roślinnej,
  • budzenie świadomości konsumenckiej, bojkotowanie produktów, usług i koncernów, które niszczą przyrodę,
  • ograniczenie zużycia energii i przestawianie się na źródła odnawialne,
  • sadzenie drzew (nie do ścinki) i inne.

Za jedną z najmocniejszych stron harcerstwa uważam kreatywność i optymizm. Pora je wykorzystać, bo jak wskazuje w swoim nowym, świetnym filmie David Attenborough, jeśli weźmiemy się do roboty - damy radę uratować świat. Kto, jak nie my?


czwartek, 31 października 2019

Bohater do zmiany!

Odkąd przeczytałem "Całym życiem. Szare Szeregi w relacji Naczelnika" Orszy, byłem pod wielkim wrażeniem, jak ówcześni instruktorzy podchodzili do kwestii wychowania w czasie wojny, a potem okupacji.
 
Czytając tę książkę, można zobaczyć jak ważny był to dla nich obszar - mimo bardzo trudnych warunków - i jak odpowiedzialnie do niego podchodzili. Efekt znamy: legenda SzSz, barwnie opowiedziana np. w "Kamieniach na szaniec". A to wszystko przez jedynie 6 lat działalności! Piszę to, żeby było jasne, że Szare Szeregi są dla mnie istotne. Dwie rzeczy sprawiły jednak, że nie jestem przekonany, że są dobrym bohaterem dla całego hufca.

Pierwszą był tekst naszej instruktorki, Agnieszki Siłuszek, dziś angażującej się we współpracę międzynarodową na poziomie GKi. Agnieszka napisała o tym, jak została wychowana w szacunku do Powstania Warszawskiego, ale że brak zdecydowanych działań lub choćby solidarności z będącą od 2011 roku w stanie wojny Syrią - gdzie ludzie doświadczają tego, co mieszkańcy Warszawy w czasie powstania - jest nie do zaakceptowania.

Drugą był film Komasy "Miasto 44", który bardzo mocno zderzył sceny "swojskości" powstania z brutalnością wojny.

Te dwa doświadczenia zmieniły moje nastawienie do pracy z historią. Uważam, że wydarzenia przeszłe są po to, by wyciągać z nich wnioski. Pamiętać, ale skupiać się na zmienianiu teraźniejszości wokół siebie tak, jak chcieliby tego bohaterowie. W Szarych Szeregach mamy fantastyczną koncepcję "Pojutrza" (uważam nawet, że powinniśmy robić Rajd "Pojutrze", zamiast Rajdu "Arsenał"), a Powstańcy napisali świetny list do następnych pokoleń, który szczęśliwie Michał Michałowski oprawił i powiesił w stanicy obok sztandaru. To są przesłania, na których możemy budować ideę i program dla młodych.
 

Uważam jednak, że powinniśmy zastanowić się nad pójściem krok dalej - przedyskutować czy idee, które są nam bliskie i wartości, które chcemy przekazywać dalej nie znajdą bardziej odpowiedniego "nośnika" - bo tym jest przecież bohater.

Myślę sobie o zuchach, którym nie chcę pokazywać małego powstańca - jego figura jest dla mnie porażką dorosłych, którzy postawili dziecko w takiej sytuacji. Jego widok zawsze mnie smuci.

Myślę sobie o harcerzach, którzy z jednej strony inspirują się Rudym, Alkiem i Zośką, ale z drugiej "biją Niemca" - czy nie możnaby zorganizować tego wychowania lepiej, niż przez antagonizowanie?

Na poziomie harcerzy starszych i wędrowników nie widzę problemu. Dyskusje członków SzSz o tym, jak wychowywać przez walkę mogą być dla nich bardzo inspirujące. Pojawia się natomiast inny problem: odległość czasowa. Nigdy nie miałem żadnych emocji związanych z powstańcami listopadowymi czy styczniowymi (nawet nie mam pojęcia, którzy są starsi). Nieubłaganie musi się tak samo stać z Szarymi Szeregami - przez młodych będą postrzegani jako prehistoria. Oczywiście, można tłumaczyć, że to wartościowe, pokazywać jak i dlaczego - i są środowiska, które na pewno robią to świetnie - ale nie jest to moja droga. Ja byłbym za tym, byśmy szukali czegoś, co zainspiruje ich od razu.

Znalezienie innego bohatera nie będzie łatwe! Rozmowa o nim nie może się też zacząć od nazwisk czy nazw własnych. Pierwszym krokiem musi być zastanowienie się, jakie wartości chcemy "sprzedawać" na zewnątrz, a dopiero drugim - szukanie odpowiedniego bohatera. Sądzę, że jesteśmy gotowi do takich rozmów, dlatego składam na Zjazd Hufca uchwałę o niniejszym brzmieniu:

Uchwała dot. Pracy z Bohaterem Hufca 

Zjazd Hufca ZHP Warszawa-Mokotów zobowiązuje komendę hufca do przeprowadzenia serii dyskusji instruktorskich na temat Bohatera Hufca, których celem będzie: 
    1. analiza pracy z obecnym Bohaterem,
    2. analiza wartości, z którymi chcemy pracować z dziećmi i młodzieżą w gromadach i drużynach, 
    3. wypracowanie alternatywnych propozycji na Bohatera Hufca. 
Zobowiązujemy komendę hufca do przeprowadzenia dyskusji na pierwszy temat w 2020 roku, a na tematy drugi i trzeci – w 2021, ale przed najbliższym Zjazdem Sprawozdawczym. 

Jak widać, intencją jest dyskusja, rozmowa - nie głosowanie czy plebiscyty. Na te drugie przyjdzie czas po przemyśleniu sprawy.

czwartek, 22 sierpnia 2019

Szczepy vs. namiestnictwa

Siła szczepu leży w kadrze

W naszym hufcu działają równolegle dwa systemy wsparcia drużynowych. Zdarzają się sytuacje, gdy mocno się ze sobą ścierają, ale – paradoksalnie – to dobrze! Chcąc poprawić jeden z nich, omal nie doprowadziliśmy do jego zniszczenia. Przed nadciągającym w październiku Zjazdem Hufca, zastanówmy się jeszcze raz, jaką rolę pełni u nas komendant szczepu, a jaką namiestnik.



Celem istnienia szczepu jest stworzenie ciągu wychowawczego od zucha do wędrownika. Jest to piekielnie trudne i jeśli się komuś udaje, to jedynie na parę lat. Trudność polega na sprostaniu szybkim wymianom pokoleń kadry. Mniej więcej co trzy lata w środowisku pojawiają się nowi ludzie, a drużyny są przekazywane. To dość krótki czas na wykształcenie drużynowego, któremu stawiamy wysokie wymagania: zaliczenie dwóch kursów, otwarcie próby na stopień, dużą dyspozycyjność czasową, obowiązkowość, tworzenie programów, miesiąc wakacji w lesie, regularne odprowadzanie składek i uzupełnianie ewidencji, a przede wszystkim – dobry kontakt z młodymi ludźmi. A do tego mile widziana pełnoletniość i zdana matura.

Ale przecież drużynę ktoś musi prowadzić, nie można jej rozwiązać! Rozwiązanie to operacja wysokiego ryzyka: tracimy ludzi (przyszłą kadrę!), ich rodziców i zakorzenienie w społeczności lokalnej. Odtworzenie drużyny często staje się niemożliwe i krok po kroku, prowadzi do rozpadu szczepu. Znamy, niestety, takie przypadki z własnego podwórka.

Co zatem robi komendant szczepu? Obniża standardy. Drużynowy będzie miał tylko jeden kurs (ale drugi zrobi później!). Program będzie częściowy (nadrobi kreatywnością!). Na cały obóz nie pojedzie (przyboczny ogarnie, a opiekę podpisze ktoś ze zgrupowania!). Stopień otworzy, bo go zmusili (później zrozumie, że to ważne!). Ale drużyna będzie istnieć, choć może część osób z nudów odejdzie. Byle dotrwać do czasu, gdy następca będzie gotów!

Nie piszę tego, by śmiać się z komendantów szczepów, a raczej, by pokazać z jakimi dylematami muszą się zmagać. Wielokrotnie już zdarzało się, że podejmowali trudne decyzje, odsuwając od siebie pokusę obniżania poprzeczki. Twierdzę jednak, że podstawowym celem komendanta szczepu jest zapewnienie istnienia drużyn. I tak powinno być! Musi jednak także istnieć ktoś, kto będzie pilnował standardów. Tym kimś jest właśnie namiestnik.

Celem namiestnika jest podnoszenie jakości stosowania metody harcerskiej w drużynach. Nie jest to cel sprzeczny z tym, czego oczekiwałby komendant szczepu. Kto nie chciałby mieć lepiej działających drużyn? Konflikt następuje, gdy trzeba zatwierdzić program – bo obóz za chwilę startuje; gdy drużynowy nie spełnia wymagań - ale nie ma lepszych kandydatów; gdy jest za mało harcerzy, by działały zastępy - ale za rok przejdą z zuchów...

Podział kompetencji 
Manewry namiestnictwa

Konflikty muszą istnieć, jeśli chcemy budować silny, oddziałujący na młodych ruch harcerski. Musimy je wręcz pielęgnować, a ostatnio zrobiliśmy trzy złe rzeczy:
  1. osłabiliśmy namiestników usuwając ich z komendy hufca (w dobrej wierze, o czym sam byłem cztery lata temu przekonany),
  2. przekazaliśmy kompetencję zatwierdzania programów obozowych od namiestników do komendantów obozów, zabierając tym pierwszym narzędzia dyscyplinujące oraz
  3. osłabiliśmy rolę Rady Szczepowych sprowadzając ją do suchych odpraw.

Jak więc powinien wyglądać dobry rozdział kompetencji i jakie narzędzia wpływu można dać komendantom szczepów, a jakie namiestnikom?
Zacznijmy od tego, że istnieje spory obszar wspólnych kompetencji. Należą do nich motywowanie i wspieranie kadry, dbanie o rozwój instruktorski. I szczepy, i namiestnictwa tworzą swoje wspólnoty, choć mają one nieco inny charakter. Szczep jest trochę jak rodzina, w której spędzamy większość swojego harc-życia, a namiestnictwo jak koledzy z klasy, z którymi można pogadać na wspólne tematy i pograć w piłkę. W obu tych wspólnotach drużynowy otrzymuje niezbędne wsparcie, a także możliwości i zachęty do rozwoju.

Wspólnota namiestnicza ma szczególne znaczenie dla zaangażowania facetów w harcerstwo. Daleko nam w hufcu (a co dopiero w ZHP!) do parytetu: instruktorek jest sporo więcej, niż instruktorów. Mieliśmy jednak w hufcu momenty, gdy męska ekipa była liczna i dobrze zorganizowana i było to dokładnie wtedy, gdy prężnie działające namiestnictwo męskie tworzyło miejsce, w którym faceci dobrze się czuli i chcieli rozwijać. Dziś taką rolę może i powinno pełnić namiestnictwo harcerzy, dlatego powinniśmy dbać o siłę namiestnictw.

Wracając do głównego wątku, powyższe kompetencje się przeplatają - i bardzo dobrze! Współpraca komendanta szczepu i namiestnika przynosi drużynowemu i drużynie tylko korzyści, bo ma dwa miejsca, w których może liczyć na wsparcie – kto korzystał, ten sam wie najlepiej. Spójrzmy teraz na to, co nie powinno się przeplatać.

Wyłącznymi kompetencjami komendanta szczepu jest kontakt ze szkołami, dbanie o sprzęt środowiska, prowadzenie finansów, organizowanie HALiZ. To wymagające obszary, ale fakt, że odpowiadają za nie szczepy (a nie na przykład komenda hufca) uczy samodzielności i przedsiębiorczości - cech, które determinują przetrwanie szczepów. Warto jednak przemyśleć formy wsparcia, jakich mogłaby udzielić komenda hufca.

Natomiast w moim przekonaniu, wyłącznie namiestnicy powinni odpowiadać za zatwierdzanie programów i kształcenie (zwłaszcza prowadzenie kursów). Powinni też mieć decydujące słowo w sprawie powoływania, rozwiązywania i nadawania okresów naprawczych drużynom (w porozumieniu z komendantem hufca). To niezbędne kompetencje do wprowadzania i pilnowania odpowiednich standardów w drużynach. A jakie narzędzia wpływu powinni mieć komendanci szczepów i namiestnicy?

 
Wpływ

Wiele wymagamy od szczepowych, powinniśmy więc zapewnić im silne narzędzia wpływu na komendę hufca. Najsilniejszym jest oczywiście głos na zjeździe. Zjazd mamy jednak co dwa lata, a spraw do przegadania jest dużo więcej. Bieżące problemy świetnie można załatwiać na radzie szczepowych, które nie powinny być jedynie odprawą o charakterze informacyjnym, ale przestrzenią do debaty instruktorskiej na gorące tematy. Rozwiązań co bardziej złożonych problemów, ale też inspiracji, powinniśmy szukać raz w roku na Czole. Wszędzie tu potrzebny jest silny głos komendantów szczepów, ale też innych instruktorów spoza komendy.

Skoro namiestnicy mają pilnować standardów drużyn, muszą mieć odpowiedni autorytet i wpływ na komendę hufca. W moim przekonaniu, tego właśnie się pozbawiliśmy usuwając namiestników z komendy. Sądzę, że to nieoczywiste osłabienie ich pozycji sprawiło, że odbiór namiestnictw przez szczepowych został zaburzony, co z kolei doprowadziło do bardzo ostrych diagnoz na ostatnim Czole, gdzie zaproponowano dalsze odbieranie kompetencji namiestnikom i rozmontowanie systemu opiekunów. Uważam, że to błędna droga.

Silni namiestnicy to korzyść dla hufca, tak samo jak silni szczepowi. Musi jednak panować równowaga władz. Tę zapewnia namiestnikom wybór na zjeździe do komendy. Stają się wtedy równorzędnymi partnerami dla komendanta hufca i skarbnika, biorą udział w podejmowaniu wszystkich istotnych decyzji, a z drugiej strony podlegają jawnej ocenie drużynowych i innych instruktorów.

Namiestnik wybrany przez drużynowych chętniej, ale też skuteczniej zadba o ich interesy dopilnowując, by komenda hufca nie straciła ich z oczu (a przy naszych pięciu namiestnictwach mamy pewność, że dobro drużyn będzie zawsze w centrum jej zainteresowania).

Kolejnym potężnym narzędziem wpływu namiestników jest kształtowanie programów kursów drużynowych. To okazja do wprowadzenia odpowiedniego standardu, zawiązania lepszej wspólnoty, zaangażowania instruktorów, którzy oddali drużyny. Przykładowo, za kadencji Marcina Adamskiego (2007-2011) było oczywiste, że każdy namiestnik organizuje “swój” kurs. Dziś nie zawsze się to nam udaje, a na przeszkodzie stoi głównie Srebrna Odznaka Kadry Kształcącej, którą ma zdecydowanie za mało osób. Ale skoro mamy wymagać standardów od drużynowych, to wymagajmy też od siebie.

Dzień z obozu: poranek w zgrupowaniu
Wnioski
  • Wszyscy namiestnicy powinni być w komendzie hufca, by sprawy drużyn były traktowane z odpowiednią uwagą. 
  • Powinniśmy się zastanowić nad formami wsparcia szczepów w obszarach organizacyjno-kwatermistrzowskich, bo mają huk ważnej, ale ciężkiej roboty.
  • O zatwierdzeniu programów rocznych i obozowych, a w konsekwencji o istnieniu formalnym drużyn powinni decydować namiestnicy.
  • Komendanci szczepów muszą mieć wpływ na hufiec i miejsce do debaty. Należy przywiązywać większą wagę do rady szczepowych i otworzyć ją na wszystkich instruktorów hufca. Tematy rady powinny być wysyłane z wyprzedzeniem, a podsumowania publicznie dostępne. Program Czoła należy konstruować w porozumieniu ze szczepowymi, ale i dać możliwość innym instruktorom na zaangażowanie.